Brexit i co dalej?

(W artykule, dnia 5.07.2016 dodano istotne Posłowie) 

Jedni rwą włosy z głowy, inni skaczą z radości. Jedni są pogrążeni w smutku i wątpliwościach, inni są pełni spokoju i nadziei. Gdzie jest prawda? Co nas czeka?

W internecie krąży wiele żartów na temat „break shitu”, a to, że jedyne co D. Tuskowi – królowi Europy wyszło, to Wielka Brytania z Unii, albo, że R. Petru twierdzi, że Brexit, to tylko przykrywka bo chodzi o Trybunał Konstytucyjny, albo, jak A. Kwaśniewski mówi, że najważniejsze to to, że Finlandia została.

Wracając jednak na poważne tory, to całą historię należy rozpatrywać całościowo i bardzo szeroko. Kiedy usłyszałem naszego byłego prezydenta, że większość Brytyjczyków podeszła do problemu emocjonalnie, to zastanawiałem się: jak to emocjonalnie? Brytyjczycy?

Warto zacząć od tego, że obietnicę referendum premier Cameron złożył jeszcze w roku 2013, chcąc przekonać do siebie wyborców i słowa dotrzymał, wyznaczając termin. Prawdopodobnie wynik głosowania byłby inny, ale z odsieczą przybyła Angela Merkel, dzięki której Europa otworzyła ręce dla imigrantów i uchodźców. Co ciekawe, ci uchodźcy w największej części są z terenów zagrożonych, ale nie wojną Syryjską, którą próbuje się nam wmówić jako jedyny powód. Niemal wszystko się nie zgadza a władze milczą o problemach twierdząc, że to nie imigranci i nie religia jest winna, mimo, że mamy coraz więcej morderstw i aktów terroru dokonanych przez ludzi z okrzykiem „Allah Akbar” na ustach. Ponadto Brytyjczycy nie od dzisiajbrexit-11-650 zmagają się z problemem muzułmanów w miastach.

Niestety nie jest to jedyny powód, co może doprowadzić do efektu domina, przed którym przestrzegał w swoim wystąpieniu prezydent Andrzej Duda. To właśnie Unia Europejska musi wyciągnąć wnioski z tego kryzysu. Warto zauważyć, że sondażami przekraczającymi 25% przeciwko UE, Związek Socjalistycznych Republik Europejskich otrzymał żółtą kartkę od społeczeństwa. Moje przypuszczenia i obawy potwierdził wynik ostateczny i pokazana jednak czerwona kartka.

Co teraz?

Właściwie nic. Wielka Brytania, prawdopodobnie przychyli się do woli narodu, ale nie wolno zapominać, że równie duża grupa społeczna oczekuje współpracy z UE. Dlatego przypuszczam, że te ponoć ok. 2 letnie przygotowania i negocjacje wyjścia z UE będą prowadzone w kierunku, by wilk był syty i owca cała. Na przykład nie ma obowiązku należeć do Unii, by akceptować porozumienia z Schengen, natomiast UK mając wolną rękę, może ustalać współpracę na własnych zasadach.

Inna kwestia dotyczy tego, czego będzie chciała radosna ferajna z Unii Europejskiej, mogąca chcieć ukarać niepokornych mieszkańców Wysp. Czy się na to odważy, jeszcze się okaże.
Niewątpliwie da się tą operację przeprowadzić rozsądnie, bezboleśnie i w odpowiednim znieczuleniu wycinając tylko niezbędną szkodliwą tkankę. Wówczas możemy nie bać się drastycznych zmian na giełdach, rynku pracy, cenach itd.

Najważniejsze, co otrzyma Wielka Brytania to wolność od durnych przepisów, nakazów i obostrzeń. Podobno brytyjskie ślimaki są w szoku, bo dowiedziały się, że nie są już rybami.

Moje obawy nie są związane ze skutkami, ale z rzeczywistością, że Unia tak bardzo oddaliła się od potrzeb społeczeństwa, że nie wiadomo, czego można się po niej spodziewać. Mało tego. Brytyjczycy pokazali światu esencję demokracji i suwerenności, czego trudno znaleźć w wielu innych państwach UE. Po czym widać prawdziwą demokrację i społeczeństwo obywatelskie w Wielkiej Brytanii?

  • Zaangażowanie w referendum ponad 72%
  • Wybranie pełną suwerenność i niezależność
  • Pokazanie swojego zdania i protest wobec większości działań i kierunków UE
  • Dbanie o wspólne bezpieczeństwo
  • Dotrzymanie słowa przez premiera Camerona (co u nas się rzadko zdarza), organizującego referendum, a obecnie dymisją widząc, że jego polityka jest sprzeczna z wolą społeczeństwa
  • Obchodzenie święta narodowego upamiętniając dzień udaremnienia zamachu na parlament, (u nas czczono by dzień udanego zamachu).
  • Protesty przeciw krokom antyspołecznym (nie pozwolą sobie na takie warunki i podatki, jak są w Polsce, my to tolerujemy)
  • Wysokość podatków i kwoty wolnej
  • Możliwości rozwoju małych przedsiębiorców (niskie haracze ZUS)
  • Zrównoważone wynagrodzenia

Czyli widzicie różnice w rozumieniu demokracji?
Na pewno mieszkający tam znaleźliby znacznie więcej przykładów lepiej funkcjonującej demokracji.

Każde społeczeństwo ma określone oczekiwania i potrzeby, których spełnienia oczekuje od rządzących. Nie są to tylko potrzeby fizjologiczne, ale między innymi poczucie wolności i bezpieczeństwa. Każdy bunt, jak już niedługo napiszę, jest rozpaczliwym wołaniem o zmiany i pomoc, których społeczeństwo wymaga.

Bunty i sygnały sprzeciwu w państwach członkowskich pojawiały się o dawna i były ignorowane przez urzędników. Wiele przepisów, procedur było narzucanych odgórnie i sprzecznie z wolą różnych narodów. Biurokracja unijna rozrosła się do tego stopnia, że niemal każdy indywidualny krok kraju członkowskiego może wiązać się z potężnymi karami za niezgodność z prawem Unii.

Ta wspólnota już nie pokazuje zarysu i kierunku dla najważniejszych spraw gospodarczych i społecznych, ale wtrąca się w każdą najmniejszą zmianę, by była zgodna z jedynym słusznym kierunkiem wytyczanym przez Niemcy.

Potężne koszty związane z utrzymaniem masy urzędników, parlamentu i wszystkich posiadłości w każdym kraju związanych z obsługą spraw UE są pokrywane przez wszystkich obywateli.

Pieniądze, które idą na dotacje, nie biorą się z kosmosu, ale z kieszeni każdego z nas. Pamiętacie jaka burza była pod 500 plus, że rząd zanim te 500 zł da, będzie musiał zabrać 700 zł? A myślicie, że tutaj jest inaczej? Jest inaczej. Tutaj kwoty są olbrzymie i liczone są w miliardach każdego kraju członkowskiego.

Polaku pamiętaj, patrząc na tablicę informacyjną, że kiedy piszą, iż 20% ze środków krajowych a 80% pochodzi z funduszu UE, czyli mieszkańcy Słowacji, Grecji, Francji, Niemiec, Węgier itd. tą inwestycję finansują, to w ich krajach są dokładnie takie same tablice i inwestycje, do których właśnie Ty dopłacasz!

Potężne dotacje z Unii też są wielkim oszustwem, ponieważ kwota przyznawana jest raz na kilka lat i wygląda bardzo imponująco, natomiast składka płacona jest co roku i kiedy zsumujesz te lata i porównasz, to mina natychmiast spoważnieje, zwłaszcza, kiedy masz świadomość na jakie pierdoły i do czyich kieszenie większość tych pieniędzy u nas wędruje.

Dodam jeszcze, że widzę potężną różnicę pomiędzy obecną i wcześniejszą edycją funduszy UE i zachodzę w głowę, dla kogo one są, skoro w przeciwieństwie do wcześniejszych, dojście do nich jest tak zawiłe, jak droga strzałki w reklamie funduszy, którą osoba wywija w różnych kierunkach. Potężny problem mają z dojściem do projektów zarówno potencjalni, najbardziej potrzebujący uczestnicy, jak i najbardziej potrzebujące firmy.

Wspólnota jest gospodarcza i w znacznej części przynosi zyski z otwartego rynku, jednak co zrobić, kiedy ten rynek jest ograniczany i umożliwia bezproblemowe drenowanie naszego kapitału, przez nieograniczone wykupywanie za bezcen naszych Polskich dochodowych przedsiębiorstw? Na pewno ten argument wówczas wygląda bladziej.

Wspólna waluta? Owszem, jest wygodna, kiedy poruszamy się po Europie, przydaje się, kiedy gospodarka słabnie, ale jak to mówią, kij ma dwa końce (chyba, że to proca). Kiedy jakiś kraj w Unii z tą walutą zaczyna osiągać potężne doły, cierpią na tym inne kraje, a kiedy gospodarka prężnie się rozwija, niewiele na tym skorzysta.

Skoro gospodarczo Unia nie błyszczy, to może kulturowo? Jeżeli komuś podoba się polityka multi-kulti, to UE jest dla niego właściwym miejscem. Największym problemem jest kryzys migracyjny, który rozpoczął się podczas konfliktu w Syrii i dziwnym trafem nagle zaczęli uciekać ludzie z różnych stron świata, w których poważne problemy owszem, są, ale niezmiennie od wielu lat. I nagle ci wszyscy, jak na zawołanie zaczęli uciekać? Znana jest Wam pewnie argumentacja, że tylko niektórzy uchodźcy są terrorystami, wobec tego poczęstuj się cukierkiem z miseczki, w której tylko kilka jest zatrutych. Zresztą pisałem o tym już w „Czego boicie się uchodźców?

Niestety rozwiązania tego problemu i wielu innych przychodzą odgórnie bez konsultacji ze społeczeństwem państw członkowskich. Środowiska liberalne uznają, że każdy człowiek oczekuje swobody i poprawność polityczna jest ważniejsza od wszystkich innych zasad we współczesnym świecie.

Niestety takie podejście jest również formą ucisku wobec ludzi wyznających inne wartości a na pewno całkowicie sprzeczne z wartościami wyznawanymi przez świat Islamu, co prowadzi do zamachów właśnie w środowiskach liberalnych, jak klub dla gejów, liberalna gazeta, liberalne kraje. Wieszczył już o tym kilka lat temu, nie jasnowidz, ale myślący i „mówiący jak jest” Mariusz Max Kolonko.

Co gorsza, cała liberalna argumentacja, o ile występuje, to całkowicie nie trzyma się kupy. Kiedy słyszę niektóre niesamowicie durne liberalne wypowiedzi broniące jeszcze durniejszych pomysłów bez krzty logiki, to mi, autorowi strony „myślenie nie boli”, ciśnienie rośnie do wysokości 300.

Ponieważ liberalni politycy nie wyciągają konsekwencji ze swoich błędów i nie myślą w szerokiej i dalekiej perspektywie, tylko zrzucają winę na zupełnie inne czynniki a wszystkie dowody, czy sytuacje spowodowane przez islamistów tuszują w mediach, obywatele, którzy o tym się dowiadują, czują się oszukiwani i manipulowani, co potęguje nastawienie konserwatywne i nacjonalistyczne, ponieważ liberalizm właśnie ogranicza ich wolność.

To właśnie przez krótkowzroczne myślenie liberałów, pewność siebie i swojej władzy, arogancję i ignorowanie społeczeństwa tracą władzę. Tak właśnie stało się m.in. w Polsce podczas wyborów, w Wielkiej Brytanii podczas referendum i pewnie stanie się w USA podczas wyborów prezydenckich. Czy w innych krajach też się stanie? Prawdopodobnie w wielu tak.
Dopóki Unia nie zmieni kursu na pro obywatelski i nie zacznie konsultować wszystkich ważnych decyzji z mieszkańcami poszczególnych krajów, dopóty nie będzie można mówić o w pełni demokratycznej Europie a sama Unia zmniejszy się do kilku członków – założycieli, lub całkiem upadnie.

POSŁOWIE (Postscriptum)

Zgodnie z moim przypuszczeniem Unia Europejska nie podejmuje żadnych kroków zmierzających do poprawy sytuacji, czy korekty kursu, ale wręcz odwrotne.

  1. Pierwszym znakiem są opublikowane przez TVP Info informacje o przygotowanych dokumentach pod obrady na temat „Superpaństwa”. Czyli praktycznie zrzeczenie się na rzecz wspólnego systemu wielu najważniejszych elementów państwa, tworząc:
    – jedną walutę (jest)
    – jedną armię (jeszcze nie ma)
    – wspólny system podatkowy (w trakcie)
    – jednolity system wizowy (w trakcie)
    – wspólna polityka zagraniczna (jeszcze nie ma)
    – jednolite prawo karne (jeszcze nie ma)
    Kiedy pytano posłów PO, co myślą o projekcie „Superpaństwa”, odpowiadali: „Nigdzie tam nie pada sformułowanie >>superpaństwo<<„, na czy kończy się ich błyskotliwa odpowiedź. Figę mnie obchodzi, jak się to nazwie. Można to nazwać nawet „Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego” a i tak będzie ograniczało suwerenność innych krajów z wyjątkiem Niemiec. http://www.tvp.info/25939587/europejskie-superpanstwo-zobacz-oryginalny-dokument
  2. Znak drugi. Dalsze mądre pomysły. Zamiast zająć się prawdziwymi problemami obywateli, UE nadal robi z siebie pośmiewisko twierdząc, że picie wody nie zapobiega odwodnieniu … Nie wierzycie?
    http://www.geekweek.pl/aktualnosci/7455/woda-nie-zapobiega-dehydracji—stwierdzila-ue
  3. Konfrontacja z prawicą. Narody odwracają się w prawą stronę i coraz częściej mówi się o kolejnych krajach „na wylocie”. Politycy z kolei zamiast stawić czoła problemom i rozpocząć dialog z prawicą, uznają, że to ciemne masy, są głupimi nacjonalistami, nie mają racji, są ksenofobami określając ich jeszcze innymi epitetami, ignorując i wyciszając w mediach a nawet w internecie. Że zacytuję wielkiego i wykształconego człowieka Martina Schulza, przewodniczącego Parlamentu Europejskiego (Absolwenta podstawówki, wprawdzie nie należy mylić wykształcenia z mądrością i inteligencją, ale często idą w parze) The British have violated the rules. It’s not the UE philosophy that the crowd can decide its fate (Brytyjczycy naruszyli zasady. To nie jest filozofia UE, że tłum może decydować o jej losie), co podsumowuje, jak liberałowie pojmują demokrację. Niestety to wszystko doprowadzi to do sytuacji o której napiszę w kolejnym poście.
  4. Pseudokatastrofa. Czyli wielkie kłamstwa i straszenie, jak wiele stracą wszystkie kraje po opuszczeniu Unii, by nikogo nie kusiło iść w jej ślady. I co? I nic. Funt tylko nieco stracił na wartości, ale tylko po ogłoszeniu wyników, natomiast nie powstał żaden krach, żaden kryzys, ponieważ nikomu nie zależy na zerwaniu umów handlowych z Wielką Brytanią i nadal będzie, jak było, ale z niewielkimi ograniczeniami. Natomiast wszystkie niekorzystne zmiany powinny być na bieżąco regulowane polityką finansową i zagraniczną poszczególnych państw, o ile jeszcze będą.

Jeśli chodzi o samą przyszłość po Brexicie, to najwięcej może pocieszyć i powiedzieć Wojciech Cejrowski, którego cenię za konkretną argumentację w dyskusjach oraz doświadczenia, jakie nabył podczas swoich wielu podróży po wielu krajach świata.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Brexit i co dalej?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s