Na ratunek RATOWNIKOM

UWAGA!!! Śmiertelnie ważny artykuł!

Kto z Was tak naprawdę wie, jak wygląda praca i warunki pracy ratownika medycznego?

Bazując na doświadczeniach i opisach sytuacji moich znajomych i przyjaciół pracujących przy ratowaniu życia, stwierdziłem, że przynajmniej jeden post muszę poświęcić tak ważnemu problemowi.

Myślę, że większość z Was słyszała o proteście ratowników, który rozpoczął się 24 maja 2017. Niestety wszystko wskazuje na to, że jeszcze dłuuuuuu…go potrwa.

Obecnie przyzwyczailiśmy się, że protest, lub strajk grupy zawodowej jest związany z niskimi płacami a walka o wyższe cele przyświecała tylko Solidarności za komuny.
Nic bardziej mylnego.
Tak potężnie nawarstwione problemy w ratownictwie od wielu lat doprowadziły do frustracji i protestu, jednak najprostszą odpowiedzią na pytanie o co chodzi, to walka o godne wynagrodzenia, bo mało kto chce poświęcić więcej czasu na poznanie pełnej prawdy, a powinien.Logo protest

Z potwornym bólem dowiedziałem się, że małe wynagrodzenia to jeden z najmniejszych problemów. Najpoważniejsze postulaty dla nas, pacjentów pokazują porażającą skalę zaniedbań w systemie ratownictwa zagrażających naszemu życiu.

Ostatnim poważnym ukłonem dla Ratowników ze strony rządzących była ustawa o Państwowym Ratownictwie Medycznym z 2006 roku jeszcze za czasów PiSu i ŚP prof. Zbigniewa Religi. Od tego czasu działo się tylko gorzej.

OLEWANIE KOMPETENCJI RATOWNIKA

Najpoważniejszym wg mnie problemem, to ignorowanie zdania ratowników.

W umysłach wielu ludzi ratownik jest sanitariuszem. Jak się dowiedziałem, jest to najpoważniejsza obraza dla ratownika. Ratownik Medyczny, to obecnie człowiek z wyższym wykształceniem, poświęcający życie na poznanie zasad i technik ratowania życia w każdych warunkach. Niektórzy zdobywają wykształcenie magisterskie, lub doktorskie, niektórzy wykładają, czy publikują a jeszcze inni po prostu pracują, ale wszystkim zależy na ratowaniu Twojego życia.

W rzeczywistości szerokie umiejętności, kompetencje i praktyka ścierają się z teorią ubzduraną przez urzędników, którzy wprowadzają chore i dziwne zmiany mimo ostrzeżeń ratowników, że wiele osób straci przez to życie a ochrona zdrowia mnóstwo pieniędzy.

Urzędnicy, głusi na te ostrzeżenia i tak wdrażają coś takiego, jak np. SWD PRM przygotowany przez PO i bezkrytycznie przyjęty przez PiS, niebezpieczny i potężnie kosztowny, którym powinno zająć się przynajmniej CBA, ale co tam. Po co słuchać ratownika, który będzie musiał się z tym męczyć i kombinować, by uratować pacjenta i przy okazji d… gryzipiórkom.

Innym przykładem jest centralizacja dyspozytorni i pomysł likwidacji numerów bezpośrednich (997, 998, 999).

Jak dowiedziałem się z bardzo wiarygodnych źródeł, nagłe przeniesienie dyspozytorni z powiatów na większe rejony spowodowała  natychmiastowy wzrost częstości wyjazdów o ok.50% (czyli większe ryzyko braku karetki na miejscu) oraz wydłużenie czasu dojazdu do pacjenta o cenne minuty. Czy ludzie zaczęli nagle bardziej chorować? Nie. Wiąże się to w znacznej części z przeciążeniem linii, utrudnieniem zebrania dobrego wywiadu oraz trudnościami z ogarnięciem topografii.

Fakt istnienia numeru 112 daje nam ten komfort, że tamtejszy dyspozytor może zadysponować różne służby, ale często totalnie nie ma pojęcia o udzielaniu pierwszej pomocy, dlatego po zebraniu wstępnego wywiadu przełącza wzywającego na 999, gdzie musi powtarzać to samo. Wydłuża to czas dojazdu do pacjenta o kolejne cenne minuty. “Boga chwalcie, ducha nie gaście, tylko nie dzwońcie na 112”

PRM – PRYWATNE RATOWNICTWO MEDYCZNE

Kolejny problem z funkcjonowaniem Ratownictwa, to traktowanie karetek, jako odrębnych podmiotów. Policja i Straż Pożarna są służbami mundurowymi posiadającymi jednolitą strukturę i skoordynowane zarządzanie. Z Państwowym (sprywatyzowanym) Ratownictwem Medycznym jest zupełnie inaczej. Świadczeniodawcy są (przynajmniej byli) wybierani w drodze konkursu, przy czym warto pamiętać, że prywatny ma tendencję do oszczędzania na sprzęcie, pacjentach i pracownikach celem osiągnięcia zysku, natomiast szpitale celem łatania dziur budżetowych.

Żeby było ciekawie, jest taka nowość w spadku po PO: strażacy i policjanci, jako służby mundurowe mają finansowane obowiązkowe kursy na kierowców pojazdów uprzywilejowanych, natomiast ratownicy nie podlegają dofinansowaniu, co kosztuje jednego kierowcę, lub jego pracodawcę około tysiąca złotych.

SUPERSTRAŻAK, CZY CICHY RATOWNIK?

wypadek_pod_opolem_752356

Skoro wspomniałem już o straży pożarnej, to przypomnijmy, że strażacy mają bardzo ważne zadanie: zabezpieczenia miejsca zdarzenia, oraz pomoc w wyciągnięciu i wstępnym zaopatrzeniu poszkodowanych z czego wywiązują się świetnie i współpracują z pogotowiem. Dodam nawiasem, że w zespołach PSP pracują także ratownicy medyczni mogący wykorzystywać swoje umiejętności jedynie w zakresie KPP, czyli zaawansowanej pierwszej pomocy, jednak główną robotę w ratowaniu życia odwalają ratownicy medyczni w karetkach, którzy przyjeżdżają na miejsce spektakularnego wypadku, opatrują i zabezpieczają rannych i transportują do szpitala. Kiedy pojawia się telewizja, najważniejsze jest już zrobione. Czas dla ratowników medycznych jest krótki, natomiast strażacy zostają znacznie dłużej. Oczywiście strażacy pojawiają się w telewizjach, ichni rzecznicy opisują sytuację i działania straży a o ratownikach cisza… Może nawet jakiś rzecznik by się wypowiedział, ale ratownicy nie mają rzecznika, może jakiś szpital ma, ale to rzecznik całego szpitala, a nie zespołów ratownictwa.

Coraz częściej słyszę, jak to strażacy uczą udzielania pierwszej pomocy, a nawet, jak to strażacy odbierają poród… chociaż jeszcze nie jest tak tragicznie. Ostatnio w lokalnej gazecie pojawił się artykuł, jak to dziecko urodziło się w karetce, czyli można, ale za to wiele słychać w telewizji o dyspozytorze, który „uratował życie”, o strażakach, którzy pomogli temu, czy tamtemu, a ratownicy? Cisza…

Przypomina mi się głośna historia małego, przemarzniętego Adasia, którego szukało wielu strażaków i policjantów. Dowiedziałem się, że Adasia uratowali lekarze z zespołu od hipotermii no i oczywiście wielkie zasługi za znalezienie dla straży i policji. Zastanowiło mnie wtedy, czy Adasia do szpitala przywiózł radiowóz, czy wóz bojowy PSP?

Niestety taka tendencja już chyba zostanie a ratownik dalej niedoceniony będzie ratował Nasze rzyci.

CZY NA PEWNO UPRZYWILEJOWANY?

Żeby było ciekawiej, kierowca karetki także nie ma łatwego życia, ponieważ jadąc na sygnale zmaga się z różnymi przejawami głupawki kierowców wywołanej widokiem pojazdu uprzywilejowanego. To też jeszcze nie taki problem, ale w przypadku zderzenia z innym pojazdem to kierowca karetki będzie się stresował, czy nie zostanie pociągnięty do odpowiedzialności za np. przekroczenie prędkości. Była też sytuacja, że kierowca-łoś uderzył w inne auto, bo za bardzo zjechał ustępując karetce, więc oskarżył Bogu ducha winnego kierowcę-ratownika. Współczucie tylko dla tego kierowcy karetki, który musiał poświęcać swój cenny czas składając zeznania.

Może też zauważyliście, że karetka zwalnia przed fotoradarem.

O ile sami policjanci bywają wyrozumiali dla kierowców karetek, o tyle ci od fotoradarów już nie bardzo. Kiedyś, jeśli na zdjęciu było widać błysk sygnałów, zdjęcie trafiało od razu do kosza, ewentualnie, jak błysku nie było, wystarczyła informacja od dyspozytora. Nie wiem, jak to wygląda teraz w innych służbach, ale sfotografowany kierowca karetki musi jeździć i tłumaczyć się, że musiał przekroczyć prędkość, bo… ratował życie.

RATOWNIK – PSYCHOLOG DLA SIEBIE

Oczywiście macie także świadomość, że ratownik jeździ do zdarzeń, których sam opis może Was zemdlić. Do takich zdarzeń prawie zawsze wyjeżdża ratownik. Mówimy tu samobójstwach (postrzelenia, powieszenia), drastycznych wypadkach w pracy, na drodze, w rolnictwie, śmierci dzieci, gnijących ciałach, ranach, rakach i mnóstwie ludzkiego cierpienia na co dzień. Strażakom i policjantom także się to czasem zdarza, z tą drobną różnicą, że tamte służby mają swoich psychologów a ratownicy nie. Muszą być psychologami sami dla siebie.

Nie dziwi mnie fakt, że w takiej sytuacji wielu ratowników szybko nabawia się stresu, depresji, wypalenia zawodowego i wielu innych schorzeń. dziwi mnie natomiast, jak oni to wytrzymują.

RATOWNIK – STRONGMAN

Skoro o zdrowiu piszemy, to warto zauważyć, że najczęściej występującymi chorobami zawodowymi w tej grupie to: zawały, udary i uszkodzenia kręgosłupa.

Z tymi ostatnimi to jest najbardziej oczywiste, ponieważ ratownicy często muszą nieść pacjentów, których średnia wagowa ciągle rośnie i zwykle wynosi ok. 100 kg, lub więcej a znieść do karetki trzeba nieraz z bardzo dużej wysokości w bloku, lub nieraz z piętra, lub poddasza w domu wolno-stojącym. Jakby nie można było przygotować parteru dla osoby starszej, lub chorej dla jej wygody, bezpieczeństwa i krótszego czasu do udzielenia pomocy. (Ratownicy w transportach medycznych mają jeszcze gorzej, bo muszą pacjentów wnosić na górę)

CO DWIE GŁOWY…

…to nie trzy!!! Od długiego czasu ratownicy także walczą o przywrócenie zespołów 3-osobowych. Obecnie są zespoły 2-osobowe bez lekarza oraz 3-osobowe z lekarzem a 3-osobowe ratownicze zdarzają się niezmiernie rzadko. Dlaczego? Bo jest taniej i NFZ na to zezwolił. Prawdą jest, że 6 rąk uniesie więcej i zrobi więcej, kiedy jednocześnie trzeba wykonywać wiele czynności np. przy zatrzymaniu krążenia, lub innym pilnym stanie. Z szacunkiem dla normalnych lekarzy, ale wielu jest takich, co własnych rączek pobrudzić się boi, bo to przecież lekarz… W takiej patologicznej sytuacji zespół 3-osobowy także będzie miał zaledwie 4 ręce do pracy.

Jest to dodatkowa sprawa, która ma potężny wpływ na nasze bezpieczeństwo.

GOTOWI NA WPIE(rd)OL?

Oczywiście warto nawiązać do odczłowieczenia ludzi, ponieważ ratownicy, mimo wielkiego codziennego poświęcenia często są narażeni na agresję ze strony pacjentów i ich rodzin.

O ile samo wyzywanie i obrażanie, jako agresja słowna czynią poważne szkody na psychice, to wyobraźcie sobie, jak wygląda udzielanie pomocy osobie pijanej, lub chorej psychicznie, gdzie nawet rodzina boi się o swoje życie. A niektórzy pacjenci potrafią przypi…ć ratownikowi w karetce nawet na trzeźwo.

Ile razy słyszałem opowieści o zespole uciekającym przed siekierami, sztachetami, nożami itp. ile było przypadków pobicia ratownika i zdemolowania karetki ze stratami na kilka – kilkadziesiąt tys. złotych.

Niestety nie są to odosobnione przypadki. Wprawdzie zagrożeniem dla zdrowia ratownika są także psy, ale tego zagrożenia ratownik się bardziej spodziewa i ma prawo a nawet obowiązek nie wejść na posesję, kiedy zwierzę nie jest zabezpieczone.

GODNIE ZASTĄPI LEKARZA – LEKARZ GO NIE ZASTĄPI

Jak zapewne wiecie, ratownik medyczny to zawód z bardzo poważnymi uprawnieniami i odpowiedzialnością. Oprócz lekarza tylko ratownik może odstąpić od czynności ratunkowych. Ale poza tym ma obowiązek samodzielnie podejmować decyzje o podjęciu właściwych działań, jak reanimacja, intubacja, defibrylacja, kardiowersja, EKG z interpretacją, konikotomia, kaniulacja, płukanie żołądka, podanie właściwych leków i płynów, zastosowanie odpowiednich manewrów, chwytów, terapii, zabezpieczeń etc. (odbieranie porodu jest już poza decyzją ratownika).

Generalnie ratownik przejmuje obowiązki lekarza i pielęgniarki jednocześnie stając się wybitnym specjalistą w przywracaniu człowieka do życia i ochrony przed zejściem z tego świata na pierwszej linii frontu. Nie wiem jak bardzo cenicie te kompetencje, ale pracodawcy wyceniają je na ok. 1500 do 2200 zł na rękę.

Jeden z ratowników po pełnej akcji reanimacyjnej raz zadał sobie pytanie, to ile za to uratowanie życia zarobiłem? Wyszło: paczka papierosów za ok. godzinę pracy.

Z tych pieniędzy ratownicy często muszą kupować sobie ubrania (które do złudzenia przypominają strój robotnika na budowie, lub drogowca), bo pracodawcy często kupują szybko niszczące się badziewie bez konsultacji.

PROFESJONALIZM SIĘ CENI

Z tych pieniędzy również ratownik musi w okresie 5 lat zdobyć 200 punktów z samokształcenia w postaci minimum 1 drogiego kursu doskonalenia oraz minimum 80 pkt ze szkoleń, kursów, konferencji, warsztatów itd. – przypominam – wszystko na swój koszt.

Do tego ratownicy często chcą brać udział w innych formach samokształcenia i podnoszenia umiejętności związanych z ciągle wprowadzanymi zmianami, nowościami w medycynie, leczeniu i ratowaniu.

JAK ŻYĆ?

Niestety wszystko kosztuje. Dojazdy, szkolenia, rodzina, bo może nie uwierzycie, ale ratownicy często zakładają swoje rodziny…

A na poważniej, rodzina jest często jakimś lekarstwem na stres zawodowy i możliwością oderwania się od nużącej pracy. Jest wielu ratowników zakładających rodziny dość wcześnie, ale także jest wielu po różnych traumatycznych przeżyciach w związkach.

Biorąc pod uwagę fakt, że wiele małżeństw rozpada się z przyczyn materialnych, wspomniana pensja, czy jak to mówią – jałmużna może być także przyczyną. Czy jest się czemu dziwić, skoro żona na kasie w sklepie, w szkole, innej firmie przyniesie więcej niż ratownik?

Ratownik zatem musi szukać dodatkowych źródeł utrzymania w postaci nadgodzin, dyżurów w innych jednostkach, albo innej działalności a wiem, że wielu ma różne inne umiejętności bardziej cenione niż ratowanie życia: elektryka, elektronika, naprawy pojazdów, murarka, wykończenia, hydraulika, nauka jazdy, handel i mnóstwo innych.

Wiem, że wielu ratowników zostało w tym zawodzie z pasji, chęci pomocy innym i tacy ludzie najłatwiej się tu odnajdują, jednak nie są z tego powodu doceniani ani przez pracodawców, ani tym bardziej przez rodziny, bo zaangażowanie w płatny wolontariat i inny wolontariat przy obowiązkach rodzinnych to dla wielu osób za dużo.

ŚMIERTELNIE NIEBEZPIECZNIE NISKIE ZAROBKI

Często, by utrzymać rodzinę, ratownik często musi pracować po 200-500 godzin (nie tylko w zawodzie).

Pozostaje więc wybór: albo zarabiasz mało i pracujesz jak człowiek, ale przymierasz głodem, albo zapierdzielasz jak osioł, rzadko się widujesz z rodziną i chodzisz przemęczony, ale ty i rodzina macie z czego żyć i masz za co się dokształcać (tylko k…a kiedy?).

Pierwsza opcja jest niebezpieczna, ponieważ ratownik z kiepskimi kompetencjami jest mniej skuteczny, co grozi utratą życia. Druga opcja jest niebezpieczna, ponieważ przemęczony ratownik jest mniej skoncentrowany, bardziej nerwowy, i może popełnić poważny błąd.

Jak głębiej się zastanowiłem, to mi ciarki przeszły po plecach.

Boże, jak oni sobie z tym radzą? Jak oni żyją?

ODPOWIEDZIALNOŚĆ

Przypomnijmy, że leki, które może podać ratownik medyczny mają bardzo poważne 7098-201410141247-lg2działanie. Podany odpowiedni lek może uratować zdrowie i życie. Podany lek zwykle nie może zabić a podany nieodpowiedniemu pacjentowi może znacząco pogorszyć stan, ale na pewno może nie uratować. Pamiętajmy jednak o słowie „zwykle”.

W czasie, kiedy ludzie lubią wyciągać nawet najdrobniejsze sprawy na drogę odszkodowawczo-sądową, by zdobyć łatwe pieniądze, ratownik medyczny jest praktycznie bezbronny (zwłaszcza w porównaniu z lekarzami). Tym większy ciężar odpowiedzialności spoczywa na tak sponiewieranej grupie zawodowej. Ratownik zatem musi przestrzegać wszelkich procedur i standardów, by swoją nikłą pensją nie musiał się dzielić z rodziną poszkodowanego.

Myślicie, że to wszystko? Bzdura.

Najczęściej ratownicy są ciągani po sądach za to, że właśnie postąpił zgodnie z procedurami, jak np. za połamanie żeber w czasie resuscytacji (i to skutecznej), kiedy połamanie żeber jest czymś naturalnym, o czym się mówi na zajęciach z pierwszej pomocy.

PRZYGODY SĄDOWE C.D.

No właśnie. Sądy także nie są obce ratownikom, ponieważ w wielu przypadkach postępowań sądowych po wypadkach, samobójstwach i innych, gdzie ratownicy udzielają pomocy, ratownicy dość często muszą stawiać się w sądzie i na przesłuchaniach, jako świadkowie.

To taka dodatkowa atrakcja związana z działalnością ratownika.

FULL SERWIS 24H/366DNI W ROKU

Oj nie!!!

Nie chodzi tutaj o karetki, które tyle właśnie dyżurują. Chodzi tu o ratownika. W pracy, czy po pracy, przyjacielowi, czy wrogowi musi udzielić pomocy w stanie zagrożenia życia.

W trakcie protestu w jednym mieście grupa ratowników szła zgodnie z ustalonym planem, kiedy natknęli się na wypadek motocyklisty. I co? Rękawiczki na dłoń i do roboty, mimo, że po pracy. Ratownikiem się zostaje na całe życie, a nie tylko w pracy.

To jest jedyna i najważniejsza umiejętność, za którą im nikt nie zapłaci.

TAKI SOBIE DYŻUR?

Wiadomo, że ratownik na dyżurze pracuje przez 12 godzin (o ile nie zaczyna kolejnego dyżuru).

W trakcie takiego dyżuru wykonuje różną ilość wyjazdów do różnych zdarzeń. Obecnie wykonuje ich więcej, jak wspomniałem na początku.

Zgodnie z tym, czego się dowiedziałem, niegdyś łatwiej było dyspozytorowi porozmawiać z wzywającym, bo mógł. Często dyspozytor mógł odmówić wysłania pogotowia, jeśli uznał to za bezzasadne.

Teraz ma zdecydowanie mniejsze możliwości i karetka częściej musi wyjeżdżać do NAGŁYCH stanów ZAGROŻENIA ŻYCIA, takich jak:
– krwotok z … palca,
– ciało obce w… palcu,
– pogryzienie przez… kleszcza,
– ból głowy od… tygodnia,
– ból brzucha od … miesiąca,
– źle się czuje, bo jest na szkoleniu i wypił…
– otarcie naskórka na… penisie
– i wieeeeeele innych o podobnej skali zagrożenia

W efekcie karetka jest zajęta przez cały czas a pacjent z zawałem musi czekać dłużej.

Ratownik od samego rana do wieczora musi siedzieć w karetce bez łyka wody i kęsa jedzenia, bo ciągle ma wezwania do bardziej i mniej poważnych wyjazdów a każdą kartę wyjazdową jeszcze trzeba wprowadzić w komputer i książkę.

Owszem, są podstacje i dni, gdzie wyjeżdża się rzadziej, ale jeśli karetka jest oddalona kilkadziesiąt km od szpitala, wystarczy 3-4 zgłoszenia na dyżur, by mieć tego dyżuru wielki post.

Jak Wam się podoba taka praca? A przemęczony ratownik przyjeżdżający pod koniec dyżuru? A o błąd przy zmęczeniu nietrudno.

EMERYTURA?

Wyobraźcie sobie, że były czasy, kiedy służby mundurowe szły na wcześniejszą emeryturę. Ratownik medyczny oczywiście ma takie samo prawo do emerytury, jak zwykły pracownik. Biorąc pod uwagę wysokie ryzyko choroby zawodowej, w tym uszkodzenia kręgosłupa długo przed granicą wieku emerytalnego, to łatwo wyobrazić sobie jego przyszłość.

Często ratownicy stają się ofiarami wypadków drogowych i napaści najczęściej z winy osób tzw. trzecich. Po dość bogatej historii choroby i opisanej wcześniej ciężkiej pracy trudno sobie wyobrazić godne życie takiego człowieka na emeryturze, o ile takowej dożyje.

JESZCZE WIĘCEJ

Oczywiście ratownik ma za mało obowiązków. Dlatego pracodawcy, by ratownik się nie nudził, oferują im różne atrakcje w postaci dodatkowych obowiązków w zakresie administracji, sprzątania, wędrówek z dokumentacjami i pacjentami oraz mnóstwa innych całkowicie nie związanych z ich pracą zawodową.

Nie będę wymieniał całej palety pomysłów, ale każdy pracodawca ma swoje i myślę, że i tak samych wcześniejszych tematów było dużo.

O tych problemach dowiedziałem się głównie z rozmowy z Danielem Śliwiński, który jest właśnie ratownikiem medycznym, i jak mówi, o niektórych problemach mógł zapomnieć powiedzieć, ale w różnych jednostkach mogą występować różne.

Faktem jest, że po poznaniu pełnego obrazu systemu i realiów ratownictwa medycznego w Polsce możemy sobie uświadomić, że umiejętności udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej przez świadków zdarzenia są potrzebne zdecydowanie bardziej, niż możemy sobie to wyobrażać.

PROPOZYCJA MINISTERSTWA, CZY PONIŻANIE RATOWNIKÓW

Warto przytoczyć propozycję ministra dla ratowników medycznych, który staje z ofertą „nie do odrzucenia”.

Ministerstwo proponuje wzrost wynagrodzenia ratowników w połowie wysokości proponowanego dla pielęgniarek, ale musimy wiedzieć o dwóch rzeczach:

proponowane 400 zł, to w rzeczywistości 226 zł dla pracownika, czyli docelowo od przyszłego roku 450 zł więcej (minus podatek), czyli w okolicach tego, ile odebrano wielu ratownikom dodatku wyjazdowego i SOR-owego.
minister proponuje podwyżkę tylko dla ratowników w karetkach, ale nie dla tych pracujących na Oddziałach Ratunkowych, transportach medycznych, czy oddziałach szpitalnych, którzy wykonują często podobną pracę z dużą odpowiedzialnością, zagrożeniami i obciążeniem fizycznym i psychicznym. Z kolei WSZYSTKIM pielęgniarkom niezależnie od miejsca pracy i kontaktu z zawodem, których jest zdecydowanie więcej, wynegocjowano dwukrotnie większą podwyżkę (dla porównania 300 tys. pielęgniarek vs. 12 tys. ratowników).
(Prawdopodobnie, kiedy czytasz ten artykuł, oferta ministra uległa poprawie, ale to, o co walczą ratownicy to niezbędne minimum, bo wiem, że zasługują na znacznie więcej)

Warto także dodać, że ratownicy medyczni w dokumentach ministerialnych figurują jako „inny zawód medyczny”, bo słowa RATOWNIK MEDYCZNY tak trudno przechodzą przez gardło a na papierze przy literze „R” długopis przestaje pisać.

Sporo nadziei wlała w serca ratowników premier Beata Szydło, która zapowiadała rozwiązanie części z wymienionych problemów, jednak póki co, efektów nie widać a jedynie ciągnące się i niekończące przymiarki.

Generalnie wśród ratowników panuje nieodparte uczucie braku szacunku i uznania dla ich pracy zarówno ze strony pacjentów, rodzin, lekarzy, pielęgniarek, przełożonych oraz przede wszystkim urzędników różnego szczebla, zwłaszcza, że przejawów życzliwości nie jest zbyt wiele.

W każdym razie ratownicy i tak będą robić to, co potrafią. Będą ratować życie każdego z Nas, a czy w jakikolwiek sposób pomożecie wywalczyć zmianę w którymkolwiek z wymienionych punktów, lub wesprzeć ratowników, to już zależy od Waszego sumienia.

Pamiętajcie, że tak naprawdę walka toczy się o Nasze życie, Nasze bezpieczeństwo oraz bezpieczeństwo Naszych rodzin.

Dlatego nie dziwcie się, kiedy protest się zaostrzy, bo widocznie nie ma innego wyjścia.

PS.

Dziękuję za konsultację merytoryczną
ratownikowi medycznemu Danielowi Śliwińskiemu

(nota bene Przewodniczącemu Komitetu Organizacyjnego Ogólnopolskiej Konferencji Ratowniczej im. prof. Antoniego Bryka w Dubiecku)

Reklamy

10 uwag do wpisu “Na ratunek RATOWNIKOM

  1. Niestety wszystko co opisuje autor artykulu jest prawdą. Chory system, i jałmużna zwana wypłatą. Moj mąż jest ratownikiem. Praktycznie nie ma go w domu. A jak jest odsypia zarwane noce i dluuugie dyzury. Na szczescie w domu malo mowi o pracy. Ale widze ze czesto przezywa …szczegolnie gdy giną dzieci. Stres i notoryczne przemeczenie odbija sie na jego zdrowiu. Byl tez przypadek ze po pracy musial sie poddac kwarantannie bo okazalo sie ze reanimowal pacjenta zarażonego jakimś badziewiem. Ludzie nie są swiadomi jak ciezka to praca i pelna wyrzeczeń. Dzwonia po pogotowie z pierdołami bo przeciez płacą skladki i im sie należy. Dlatego wyjazdow w ciagu dnia jest milion z czego dwa do naprawdę powaznych przypadkow zagrazajacych zyciu, reszta to wezwania do… np. swędzącej pachy.

    Lubię to

  2. Mała uwaga do fragmentu „Prywatne ratownictwo medyczne” – jeżdżąc w Falcku w ramach PRM wielokrotnie spotkałem się z sytuacją, gdy S-ka z innego rejonu dysponowała gorszym (starszym albo noszącym ślady większego zużycia) sprzętem niż nasza P. Nie pamiętam natomiast żadnej sytuacji odwrotnej. Nie mówiąc już o proszeniu nas o szyny, kołnierz albo folię NRC (!!) na wymianę 🙂 No i podmioty prywatne kontroluje się częściej, więc i o „oszczędzanie na sprzęcie” trudniej. Moim zdaniem większe ryzyko takich oszczędności jest w dużych, scentralizowanych stacjach, z których administracji zwykle ktoś ma znajomości „wyżej”, ewentualne kontrole są rzadkością albo odbywają się po znajomości a „stawiający się” pracownicy są mobbingowani przez przełożonych…

    Lubię to

    1. Widzisz dobry człowieku. Prywatne w tekście oznacza „na własny zarobek”‚ czyli dojną krowę. Na podstawie rozmów wiem, że każdy dysponent musi działać w ramach przyzwoitości i zapewnić niezbędne minimum, lub nieco więcej, ale wszystko pozostałe idzie do kieszeni.
      Jak usłyszałem na podstawie pewnej rozmowy, że szpitale trzymają pogotowia, póki im się to opłaca, bo można zarobić. Jeśli wszystkie pieniądze będą znaczone i będą musiały pójść na ratownictwo, to zdecydowana większość, to wszystko rzuci, ale przedtem wydoją z systemu ile się da i tu chodzi głównie o piszczące biedą szpitale, które padłyby bez karetek …
      Smutne i niestety prawdziwe.

      Lubię to

      1. Źle mnie zrozumiałeś. Całe pieniądze przeznaczyć na ratownictwo. Jak rozmawiam z ratownikami, są państwowe pogotowia dobrze i źle wyposażone, czyli takie, gdzie się daje mniej na szpital, albo więcej na szpital, czyli łatanie dziur budżetowych. Prywatny te same pieniądze z nadwyżki bierze do kieszeni, czyli więcej do kieszeni albo mniej do kieszeni. Więc nie wiem po co ta dyskusja o wyższości prywatnego „prywatnego”, nad szpitalnym „prywatnym”

        Lubię to

      2. Ale przecież szpitale nie mogą być już samodzielnymi dysponentami, jedynie podwykonawcami, przynajmniej na Mazowszu tak jest. Więc prawdziwa dyskusja dotyczy nie pytania „prywatny czy nie” tylko „konkursy czy monopol”.

        Lubię to

      3. Właśnie, że nie. Najprostszym rozwiązaniem jest oddanie pogotowia we władanie szpitalom-dysponentom, lub działającym stacjom pogotowia ratunkowego.
        Teoretycznie na korzyść tych ostatnich przemawia fakt, że nie muszą ani łatać dziur ani pchać kasy do kieszeni, ale to teoria.
        Ja akurat uważam, że tak ważna instytucja, jak Ratownictwo powinna być w jednolitym systemie nieograniczonym administracyjnie, jak np. Straż pożarna.
        Czyli najprościej mówiąc wypadałoby wciągnąć ZRM i dyspozytornie z MZ do kubeczka MSW. Dlaczego? Państwo ma konstytucyjny obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa obywatelom (art.5) przy pomocy: wojska, policji, straży pożarnej, granicznej i oczywiście pogotowia, skąd więc pomysł na prywatyzację i dzielenie akurat pogotowia? Może po prostu tylko dlatego, że rząd nie wie, jak to powinno hulać i opiera się na porównaniach z czasami komunistycznymi?

        Lubię to

  3. Otworzyles mi oczy Dobrodzieju…. Chyba pierdolne ten bajzel i zajmę się grzebaniem przy samochodach w szerokim zakresie… Jeszcze mogę budować pomniki… Te cmentarne, bo mam też taka propozycje za 50 zeta na godzinę.. Robota też fizyczna ale bez prokuratora za plecami

    Lubię to

  4. Lepiej bym tego nie ujął, żona jest ratowniczka medyczna co naprawdę daje się odczuć zdarza się że w tyg jest w domu na kilka godzin jak nie karetka to izba a wypłata pożal się bozr. Jedno co chciałbym zauważyć to prośbą do ministra i wszystkich tam przeżycie kilka miesięcy z praca ratownika kiedy to wy będziecie wyjeżdżać i pracować co oni za ta odpowiedzialność i takie pieniadze. Rejonizacja i usunięcie nr alarmowych to największą głupota jaka mogą wprowadzić bo… przecież nie sciagna wszystkich kartek z rejonu podległego pracujące do tej pory przy sorach izbach tylko zredukuja ich ilość do takiej wg nich potrzebnych

    Lubię to

  5. Współtworzyłem ten zawód. Niezwykle ważny i niezbędny. Przechodząc na emeryturę wycofałem się z walk. Przykro mi jednak obserwować stały brak rozsądku i, proszę wybaczyć, indolencji decydentów (kolejnych Sejmów i Rządów). Z przyzwyczajenia z gorzkawym rozbawieniem obserwuję czasem chocholi taniec Resoru Zdrowia. Czasem myślę, że mamy to, na co zasługujemy. Współczuję ratownikom i pielęgniarkom. Współczuję lekarzom. Egoistycznie mam nadzieję, że z czysto biologicznych przyczyn nie dożyję chwili gdy zakończą pracę obecnie pracujący przedstawiciele tych zawodów.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s